Czesław Śpiewa – Debiut
by Marcin Kubicki on Kwiecień 28, 2008

„Nie myślę za bardzo o gatunkach muzycznych, bo w tym nie jestem silny, i po prostu niedobrze mi się robi, jak czuję, że tworzą się kliki muzyczne, takie jak powiedzmy polska scena indie, która jest bardzo konserwatywna w swoich poglądach na muzykę. To jest tak proste, kiedy chodzi o muzykę, o piosenkę! Podoba ci się to słuchaj i nie wstydź się, że pewnego dnia piosenki Dody latają ci w głowie, a dzień później idziesz do sklepu po najnowszą płytę Behemotha bo czujesz, że ta muzyka daje ci właśnie to, czego potrzebujesz.”
Nieźle, prawda? Tak wypowiadał się Czesław Mozil w jednym z ostatnich wywiadów. Bardzo podoba mi się to podejście i otwartość. Warto opowiedzieć o autorze tych słów, bo to imigrant po emigracji, który leczy polską scenę muzyczną. Urodzony w Zabrzu, prawie całe życie spędził w Danii, a dzisiaj robi karierę na ojczystej ziemi. Czesław, choć muzycznie wykształcony, nie jest szablonowym artystą. Ten zawodowy akordeonista miesza ze sobą kabaret, punk i folk w sposób tak intrygujący potencjalnego słuchacza jak przed paru laty The Dresden Dolls a całkiem niedawno Beirut. Przy czym o żadnym podążaniu za modą i trendami mowy tu być nie może. Tesco Value, zespół Czesława wydał bowiem swój pierwszy album rok przed powstaniem Arcade Fire. Mozil wyrwał się schematom i nagrał w Polsce słodko-gorzki album w duchu dziecięcego snu. Brzmi to beztrosko, niekonwencjonalnie i ponadpokoleniowo. Muzyka Czesław Śpiewa trafi tak do starszych słuchaczy, którym skojarzy się z czasami, które już nigdy nie wrócą, jak i do młodych, których zauroczy świeżym podejściem do tematu.
Czesław Śpiewa – Maszynka Do Świerkania
[youtube]http://www.youtube.com/watch?v=qHqTTSjWBvg[/youtube]
Klimat przypominający uroki wesołego miasteczka obecny jest przez całe 35 minut nagrania. Krótko, ale jednocześnie idealnie, tak by nie wprowadzić słuchacza w znużenie. Nie oznacza to, że „Debiut” jest płytą jednorazową. Wraca się do niej z przyjemnością, dzięki temu, że za każdym razem można na niej odkryć coś nowego i inaczej ją odebrać. Czasem jest radosna, innym razem nostalgiczna. Wspomniany sen może okazać się zwykłym marzeniem na jawie, koszmarkiem albo po prostu irracjonalną wędrówką przez ludowe dźwięki, które spotkały się z szalonym umysłem Czesława. Z tego punktu można przejść do tekstów, które napisane zostały przez Michała Zabłockiego we współpracy z Internautami w ramach projektu Multipoezja. Spontanicznie pisane utwory mają swój niewątpliwy urok. Zabawne rymowanki cieszą, choć prawdopodobnie powstały bez żadnego głębszego zamysłu i kompletnie nie mają sensu. Każdy może na swój sposób interpretować te teksty, jeśli oczywiście wierzy, że coś mogą oznaczać. Śpiewane z charakterystyczną, naiwną manierą podsyconą dodatkowo przez problemy z wymową Czesława budują prawdziwie niepowtarzalną aurę. Podobne uczucie towarzyszyć mogło przy poznawaniu twórczości Janusza Grzywacza, jednak jego „Młynek Kawowy” długo nie przetrwał, „Debiut” Czesława i jego akordeonu ma na to dużo większe szanse.
Pomysłowość artysty przemawia przez utwory promienujące plejadą barw. Gdy chórki, mocne dźwięki fortepianu i przesterowany bas dopełniają kolejne piosenki, nagle nadchodzi kolejne zaskoczenie w postaci klasycznego, gitarowego utworu. Te wszystkie kawałki wydające się być ryzykownymi przy suchej analizie, podczas słuchania dają do zrozumienia, że nie mogłyby ukazać się w jakiejkolwiek innej formie. Mimo dziecięcej interpretacji słów, swawolne i zawadiackie teksty kojarzą się z „Orphans: Brawlers, Bawlers & Bastards” wydanym przez Toma Waitsa. Czesław jet właśnie taki: nostalgiczny i delikatny, choć zwinny i cwany. A może na odwrót?
„Debiut” to coś więcej niż trochę słownych gierek. To zjawisko, którego nie warto ignorować. To album, który może znaleźć teraz wielu naśladowców, którzy będą tylko marną imitacją krótkiej, ale jakże treściwej płyty Czesława Mozila. Tym zacnym zjawiskiem trzeba się teraz dobrze zająć. Nie pozwolić na powielanie się w przyszłości lub wprowadzić głębszy przekaz. Przede wszystkim jednak zachować charakter będący melanżem humoru i patosu. Osobiście marzy mi się więcej szaleństwa, takiego jak w przypadku Tesco Value, na które to po „Debiucie” wszyscy powinni być już wstępnie przygotowani. Na koniec dodam jeszcze, że poligrafia wydawnictwa zawiera ciekawe rysunki Jaśminy Parkity, idealnie pasujące do tego jak Czesław Śpiewa.
ocena: 8/10
